10/27/2013

Odliczanie cz. 2

To ostatnia niedziela. Ostatnia przed odlotem Boeinga z naszą wyjątkową bandą na pokładzie. Miron jak zwykle spokój, opanowanie, kontrola, trzeźwa ocena sytuacji. Co przy moim nadmiarze emocji i genetycznym reisefieber wkurza mnie podwójnie! Lista rzeczy do zrobienia/zabrania/kupienia rośnie wraz z poziomem adrenaliny w mojej krwi. Cytując mojego szefa "Miron ma zawsze rację" i rzeczywiście tym razem znów miał ;) - "wszystko opanowane, nie ma czym się stresować" (akurat!!!!). Jak na kulinarnych Amatorów-podróżników przystało słowo w temacie. Kraina hamburgerów szykuje czerwone dywany na nasz przyjazd, a my czyścimy lodówkę z przeterminowanych twarożków, dziwnie pachnącego mleka i wysychającego ogórka. Nasz sobotni obiad uratowała moja nieoceniona i przewidująca stan lodówki Mama. Niedzielny postanowiliśmy zaliczyć po zakupowym szale w tajskich klimatach. Jak zawsze Tom Yum w Hot Spoon wyśmienita, a sałatka z kaczką i druga z wołowiną i chilli...mniam. Pewnie niektórzy na naszym miejscu raczyli by się schabowym i mizerią, ale postanowiliśmy jeszcze potęsknić. Póki co ładujemy baterie, kompletujemy przewodniki, drukujemy rezerwacje, ostatnie pranie skarpet i w drogę. Pierwszy przystanek-Warszawa czyli trening przed stekowym maratonem-Jeffs.

Na pewno wszystko mamy?

6 komentarzy:

  1. Wszystko fajnie, tylko nie napisaliście gdzie jedziecie

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko w swoim czasie i po kolei;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!!! Widze ze Ciebie tez niesie hen hen! bede czekac az mnie w NZ odwiedzisz :) 3majcie sie I powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ma być dużo zdjęć!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Wielki Widzew" - bohater pierwszego planu =)

    OdpowiedzUsuń