Ciężko teraz ocenić czy to dobry ruch (bo może powinniśmy ostatnią wieczerzę okrasić schabowym), ale poszliśmy tropem maksymalnej aklimatyzacji. Kolację w wigilię wylotu zdecydowaliśmy spożyć już w trybie skrzydełkowo sandwichowym. Porcje w Jeff's mocno amerykańskie, ale obsługa mocno spolszczona, więc szoku po całości nie ma. Do Wawy non-stop dotarliśmy dzięki uprzejmości Kuby i Ani, którzy z własnej Woli i Ochoty przywieźli nas na ulicę Żwirki i Wigury. Zjedliśmy zatem ciepły posiłek w przesympatycznym towarzystwie sztuk 6. KiA już uciekli w stronę zachodu słońca, a my zaraz wracamy do hotelu Gromada Dom Chłopa. BTW - chodząc po korytarzu rozglądamy się w celu ujrzenia postaci gierkopodobnych. Towarzyszogierkopodobnych bo hotel mocno w takim klimacie. Przynajmniej na lotnisko mega blisko (fajny rym - przyp. red.).
Kamil słuchając uważnie głosu własnego sumienia kupił whisky i colę, więc mamy niezbędne narzędzia żeby się odprawić online. Obyśmy zdołali wstać na samolot po tej odprawie.
