10/29/2013

Wigilia u Jeffa, czyli delikatna aklimatyzacja

Ciężko teraz ocenić czy to dobry ruch (bo może powinniśmy ostatnią wieczerzę okrasić schabowym), ale poszliśmy tropem maksymalnej aklimatyzacji. Kolację w wigilię wylotu zdecydowaliśmy spożyć już w trybie skrzydełkowo sandwichowym. Porcje w Jeff's mocno amerykańskie, ale obsługa mocno spolszczona, więc szoku po całości nie ma. Do Wawy non-stop dotarliśmy dzięki uprzejmości Kuby i Ani, którzy z własnej Woli i Ochoty przywieźli nas na ulicę Żwirki i Wigury. Zjedliśmy zatem ciepły posiłek w przesympatycznym towarzystwie sztuk 6. KiA już uciekli w stronę zachodu słońca, a my zaraz wracamy do hotelu Gromada Dom Chłopa. BTW - chodząc po korytarzu rozglądamy się w celu ujrzenia postaci gierkopodobnych. Towarzyszogierkopodobnych bo hotel mocno w takim klimacie. Przynajmniej na lotnisko mega blisko (fajny rym - przyp. red.). 
Kamil słuchając uważnie głosu własnego sumienia kupił whisky i colę, więc mamy niezbędne narzędzia żeby się odprawić online. Obyśmy zdołali wstać na samolot po tej odprawie. 

2 komentarze:

  1. Jak lecicie gdzies do Kalifornii, Navady albo Arizony to bylem w tamtym roku, moge rzucic kilkoma pomyslami, ale pewnie macie napiety harmonogram ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odprawiajcie się zatem i dziś i koniecznie jutro rano! :-)

    OdpowiedzUsuń